Nie zdemaskuję już Tajemnicy Świata.
Zbyt dużo czasu upłynęło.
Bez przebłysku.
Euforii wglądu.
Tylko mgła.
Obojętnie znikają obojętni ludzie.
Byli. Nie ma.
I nic nie szkodzi.
Nie otwiera się niebo.
Nie przychodzi Białopióry ze słowami:
„Nie lękaj się”.
Nie przychodzi, ale ja się nie lękam.
Jestem zmęczony.
Są jednak rzeczy dobre:
wiejski chleb z białym serem,
zdziwienie ludzi,
głębia oczu psa,
La Follia Vivaldiego
(zwłaszcza, gdy tańczą do niej Robin Gilbert i Carlos Fittante),
nocny zapach cedru,
jej uśmiech,
rum Barcelo Imperial,
widok ze szczytu Tarnicy …
No to dziękuję.