Sean Penn / USA / 2007

Śmiertelne zniechęcenie
Film Seana Penna Wszystko za życie (oryginalny tytuł: Into the Wild) opowiada prawdziwą historię Christophera McCandlessa (w tej roli Emile Hirsch). Mimo retrospekcyjnej prezentacji poznajemy głównego bohatera, gdy kończy on college i świat stoi przed nim otworem. Rodzice (w tych rolach Marcia Gay Harden i William Hurt) pragną dać mu pieniądze na dalszą edukację, kupić samochód – troszczą się o jego przyszłość. Dla nich to naturalny gest miłości, dla niego – przejaw fałszu. Ukrywa w sobie złość, widzi w ich hojności nie dar, lecz manipulację; nie troskę, lecz próbę ułożenia mu życia według ich scenariusza. A w głębi serca nosi jeszcze wcześniejszą ranę – od pewnego czasu wie, że jego rodzice planowali rozwód, że ma przyrodniego brata z pierwszego związku ojca, o którym nigdy mu nie powiedziano. Dowiedział się przypadkowo, że nawet historia ich wielkiej miłości i zawarcia małżeństwa jest kłamstwem.
To doprowadziło do pojawienia się w nim nie tylko tłumionego gniewu, ale i całkowitego rozczarowania światem jako takim, które zaczął w sobie pielęgnować. Rozczarowania społeczeństwem stawiającym sobie cele materialne i prestiżowe, a żyjącym w zakłamaniu. Niestety nie umiał znaleźć w sobie siły, aby sprostać temu dojrzale, by spróbować zbudować życie lepsze niż to, jakie znali jego rodzice. W miejsce tego pojawiło się zniechęcenie – i w końcu coś, co można uznać za acedię, duchową chorobę, którą Ewagriusz z Pontu nazywał „demonem południa”, ósmym grzechem głównym, nękającym poczuciem bezsensu, znużeniem, niechęcią do brania odpowiedzialności za cokolwiek. Acedia podsuwa pragnienie ucieczki z miejsca, w którym się znajduje człowiek nią dotknięty, a które zawsze jest w pewnym sensie polem walki – jakby gdzie indziej mógł znaleźć spokój.
To właśnie uczynił Christopher. Nie wierząc, że potrafi stworzyć w tym świecie dla siebie dobre życie i dobry związek, przystąpił do realizacji planu, który na pierwszy rzut oka może wyglądać na romantyczny, ale w rzeczywistości jest kapitulacją. Nie uwierzył, że potrafi żyć inaczej niż jego rodzice i społeczeństwo, więc wybrał życie poza tym światem. Zdecydował się na ucieczkę w dzicz, into the wild – jakby przewrotnie potwierdzając słowa św. Jana Kasjana, który pisał, że dusza dotknięta acedią zaczyna brzydzić się wszystkim, co ją otacza.
Decyzja, by uciec, dojrzewała w nim nie tyle z miłości do natury, ile z nienawiści do świata. Wzięła się z przeżywania drobnych zakazów ojca, z lat milczenia pośród gwałtownych kłótni rodziców, z poczucia, że tkwił w ich zakłamaniu, którego długo nie widział. Wyrusza więc w podróż w dzicz, aby odnaleźć wyimaginowaną wolność. Nie zabiera mapy, nie ma wystarczającej praktycznej wiedzy o życiu w takich warunkach, wierzy tylko w literaturę: Jacka Londona, Henry’ego Davida Thoreau, prostych proroków romantycznego mitu powrotu do natury. Pragnie wolności, ale wolności rozumianej jako nieograniczona negacja – pozbycie się wszystkiego: imienia, tożsamości, historii, rodziny. Niszczy kartę kredytową i prawo jazdy, pali pieniądze, wymyśla sobie nowe nazwisko. Choć ucieka od „toksycznego” świata, paradoksalnie na swojej drodze na Alaskę spotyka niemal wyłącznie ludzi dobrych – takich, których obecność mogłaby odmienić jego życie, gdyby tylko potrafił otworzyć się na ich przyjaźń i życzliwość. Najpierw są to Jan i Rainey (Catherine Keener i Brian H. Dierker), para starszych hipisów, którzy widzą w nim zagubionego chłopca i obdarzają szczerością i ciepłem, jakiego nie doświadczył w domu. Potem Wayne Westerberg (Vince Vaughn), który daje mu pracę, dach nad głową i męską przyjaźń opartą na wzajemnym szacunku. Jest też młodziutka Tracy (Kristen Stewart), zakochana w nim z łagodną nieśmiałością. Jej niewinna czułość mogłaby być zaproszeniem do życia, ale on nie potrafi jej przyjąć. Najbardziej przejmującą postacią pozostaje jednak Ron Franz (Hal Holbrook) – samotny starzec widzi w nim bowiem syna, którego nigdy nie miał. Ron otwiera przed nim serce, a nawet proponuje mu adopcję, lecz Christopher – zniewolony wizją, którą w sobie karmił – nie jest w stanie odpowiedzieć na ten dar. Każde z tych spotkań jest jak most, który mógłby poprowadzić go z powrotem do ludzi, ale on nie przechodzi po żadnym z nich. W jego niechęci do świata, w duchowym odrętwieniu, które Ewagriusz nazywał „niechęcią do ludzi i miejsca”, tkwi smutna nieumiejętność przyjęcia ciepła, które mogłoby go ocalić. I tak Christopher, otoczony życzliwością, pozostaje samotny nie z powodu braku miłości, tylko dlatego, że nie chce jej przyjąć.
Wolność, którą – jak mu się wydaje – osiągnął, okazuje się w istocie pusta i prowadzi donikąd. Dzika przyroda Alaski olśniewa majestatem, jej chłód i bezkres budzą w nim zachwyt, czułość wobec zwierząt i prostą radość, że może być sam ze sobą. Lecz to piękno działa jak fatamorgana: obietnica, za którą kryje się obojętność. Jagody, których nie zna, mogą go zabić. Nie wie, jak wygląda prawdziwa dzicz i jak bezwzględna potrafi być dla człowieka, który przychodzi do niej z mityczną wiarą, że ona przyjmie go jak syna. Tymczasem przyjmuje go jak obcego, nie wrogo, po prostu neutralnie, jak wszystko, co naturalne. I ta neutralność natury, jej amoralna obojętność, okazuje się dla niego zgubna.
Jest w tym ironia niemal biblijna: Chris tworzy sobie marzenie o życiu „w zgodzie z naturą”, a ta natura zabija go trującymi jagodami, ponieważ nie przeczytał uważnie książki o rozpoznawaniu dziko rosnących roślin. Ucieka od cywilizacji, aby zamieszkać w starym zardzewiałym autobusie – relikcie tej samej cywilizacji, którą przeklął. Co to za dzicz, skoro w jej środku stoi wrak, symbol ludzkiej działalności, metalowa skorupa przypominająca o świecie, od którego uciekł? Pragnął powrotu do pierwotności, a znalazł się w przestrzeni pośredniej: ani w pełni naturalnej, ani w pełni ludzkiej. Jego schronienie było raczej metaforą stanu duszy – niezdolnej wrócić, nieumiejącej żyć, zawieszonej między światem a snem o ucieczce.
Z perspektywy tych, których zostawił, jego wybór nie ma w sobie nic z romantyzmu. Kochający go, tak jak potrafili, rodzice i siostra przeżywają po jego ucieczce miesiące niepokoju, rozpaczy i lęku, nie mając od niego żadnych wiadomości. Sean Penn w tym filmie pokazuje konsekwencje decyzji chłopaka: w ich oczach widać tę samą prawdę, którą formułował Kasjan, że człowiek dotknięty acedią czyni krzywdę sobie, ale najpierw rani swoich bliskich. Christopher nie kontaktuje się z nimi, nie wysyła listów, nie daje znaku życia – jakby chciał ich ukarać, jakby całkowicie utracił możliwość wyobrażenia sobie, co mogą czuć, jakby sam pozbawił się empatii lub ją wypierał z powodu złej, toksycznej emocji. Tymczasem oni nie przestają go kochać, nie przestają tęsknić. Ucieczka, która miała być przejawem wielkiej odwagi, staje się aktem egoizmu, choć on sam nie dostrzega tego prawie do końca.
Film pokazuje ważną prawdę: świat, w którym żyjemy, rzeczywiście bywa okropny – pełen przemocy, kłamstwa, hipokryzji. Rodzice, pierwsi konstruktorzy świata swoich dzieci, nigdy nie są idealni. A te dzieci, gdy dorosną i będą się starały być dobrymi rodzicami dla swojego potomstwa, wcześniej czy później też się przekonają, że nie były idealne. Ucieczki nigdy jednak nie można uznać za dobrą odpowiedź. Acedia ubiera pragnienie sensu w szatę pogardy i niechęci wobec wszystkiego, co domaga się wysiłku: relacji, kompromisu, dialogu, wzięcia odpowiedzialności za własną historię. Christopher nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, przed czym ucieka – nie dlatego, że nie wiedział, lecz dlatego, że odpowiedź wymagałaby spojrzenia w lustro. A na to nie był gotów.
W ostatnich chwilach, gdy umiera po zjedzeniu z powodu głodu nierozpoznanych, trujących jagód, przychodzi do niego spóźnione zrozumienie: że to nie wolność, że stał się więźniem i ofiarą dziczy.
Wszystko za życie to historia, która wydarzyła się naprawdę, a została sfilmowana przez Seana Penna na podstawie dokumentalnej książki Jona Krakauera. Historia młodego, utalentowanego Christophera McCandlessa, który wierząc w mit autentyczności egzystencji poza cywilizowanym światem, zapomniał, że prawdziwa autentyczność rodzi się nie w oddzieleniu, lecz w relacji. Jego życie i śmierć są przejmującą lekcją tego, że uciekając od świata, uciekamy również od możliwości jego i swojej przemiany. I że acedia, choć może być zamaskowana romantyczną wizją, jest zawsze wyborem śmierci.
