Krzysztof Budziakowski w tomie A jeśli ja już nie żyję?, który ukazał się w wydawnictwie „Austeria”, podejmuje próbę poetyckiego zmierzenia się z fundamentalnymi pytaniami ontologicznymi i egzystencjalnymi. Już sam tytuł jest filozoficznym wyzwaniem, zacierającym granicę między pytaniem retorycznym a wyznaniem wątpliwości ontologicznej. Poeta nie tylko pyta o śmierć w jej biologicznym, materialnym wymiarze, ale raczej o status bycia w świecie, w którym obecność często przywoływana jest nieobecnością, a tożsamość rozpada się w doświadczeniu przemijania i zapomnienia.
Liryczne „ja” Budziakowskiego znajduje się w stanie zawieszenia – jest bytem osadzonym na pograniczu życia i śmierci, ciała i ducha, słowa i milczenia. W tej przestrzeni zawieszenia poeta buduje metafizyczną topografię z fragmentów wspomnień, snów i domysłów. Utwory z tomu, choć zwięzłe, operują wielowarstwową symboliką i często korzystają z języka negatywnego – opisu przez brak, przez pustkę, przez ciszę. Jest to język bliski tradycji apofatycznej, w której istota rzeczywistości może być wyrażona jedynie przez to, czym nie jest.
Z filozoficznego punktu widzenia Budziakowski lokuje się w obszarze myślenia bliskiego Heideggerowi, Levinasowi, a miejscami nawet Beckettowi. Śmierć nie jawi się tutaj jako wydarzenie końcowe, lecz jako stale obecny horyzont bycia – nieodłączny składnik świadomości, która wciąż pyta o sens, chociaż nie oczekuje już odpowiedzi. W tym znaczeniu A jeśli ja już nie żyję? można czytać jako kontemplację bycia-ku-śmierci, nie w rozumieniu egzystencjalnego lęku, lecz jako trwanie w stanie permanentnego pytania.
Budziakowski rezygnuje z ozdobników językowych, co zbliża jego poezję do stylistyki fenomenologicznej – „czystego spojrzenia” na doświadczenie. W tej formie szczególnie wybrzmiewa metafizyczna głębia – każde słowo staje się nośnikiem niepewności, każde milczenie zawiera więcej treści niż wypowiedziane frazy. To poezja, która nie szuka efektu, lecz prawdy, albo choćby jej cienia.
Tom nie ma wyraźnej osi kompozycyjnej, jednak przy tej wielości i intensywności tekstów autor może powinien był uporządkować utwory dzieląc je na grupy tematyczne. Wiersze są niezwykle obrazowe – co stanowi o ich sile – ale momentami pojawia się efekt nasycenia graniczący z przesytem. Czytelnik może poczuć się przytłoczony ciągiem metafor, porównań i symboli, na przykład:
„rododendron von Oheimb Woislowitz,
muchy, ciernie w głowie, księżyc, złość kota,
wichry barw i wszystko inne.”
To ciekawe wyliczenie, ale nie daje przesłanki na osadzenie się obrazu – „wszystko inne” paradoksalnie rozmywa intensywność szczegółów. Czasem mniej znaczy więcej.
W kilku wierszach nagromadzenie metafor może być dla części czytelników zbyt abstrakcyjne i wtedy te obrazy przestają działać. Wrażenie poetyckiego „ciągu asocjacyjnego” odsuwa uwagę od głębi przesłania. Są też fragmenty ciekawe filozoficznie, które czasem zbliżają się bardziej do tekstu eseistycznego czy aforystycznego niż poetyckiego. Gdy takich fraz pojawia się za wiele, mogą osłabić emocjonalne zaangażowanie czytelnika. Wszystkie wiersze tego tomu to dojrzała, mocna i przemyślana poezja – z ogromnym ładunkiem duchowym, intelektualnym i emocjonalnym. Zawiera jednak miejsca, gdzie język staje się nieco zbyt zagęszczony lub zbyt „aforystyczny”, co może działać odwrotnie do zamierzonego efektu: zamiast pogłębiać – zamykać.
Tom warto odczytywać jako swoisty traktat poetycko-filozoficzny, w którym podmiot liryczny próbuje uchwycić sens istnienia w świecie post-ontologicznym – świecie, w którym granice pomiędzy tym, co realne, a tym, co urojone, stają się coraz bardziej płynne. W tym kontekście A jeśli ja już nie żyję? nie jest pytaniem o śmierć, lecz raczej o to, czym jest życie w epoce dezintegracji tożsamości i zaniku pewności poznawczych.
Szczególnym wyrazem tych poszukiwań autora jest wiersz „Kołysanka”.
To utwór o niezwykłej gęstości metafizycznej, operujący językiem poetyckim jako narzędziem filozoficznej spekulacji. Fascynujący przykład poetyckiego języka mistycznego i kosmologicznego zarazem. Już sam tytuł – „Kołysanka” – sugeruje akt uspokojenia, wprowadzenia w stan między jawą a snem. Jednak w kontekście całego wiersza staje się jasne, że nie mamy tu do czynienia z dziecięcym rytuałem zasypiania, lecz raczej z ontologicznym uspokojeniem wobec nieskończoności, niepoznawalności i wiecznego cyklu tworzenia i snu.
Motyw błękitu powraca w wierszu wielokrotnie, stając się czymś znacznie więcej niż tylko kolorem – staje się zasadą ontologiczną, symbolicznym synonimem bytu, transcendencji, a może i samego Boga. Początkowe wersy:
„Zobaczyć, że błękit jest światem,
jest tym samym, co zobaczyć, że świat jest błękitem.”
stanowią niemal tautologiczną, panteistyczną afirmację – błękit i świat są nierozdzielne, jedno zawiera się w drugim. Takie stwierdzenie przypomina filozoficzne konstrukcje znane z hermetyzmu, gnozy czy monizmu Spinozy, w których świat i jego istota są jednością, a poznanie ich to akt kontemplacji, nie rozumowej analizy.
Błękit w tym ujęciu to substancja snu i myśli, „piana kwantowa drżeń”, poetycki ekwiwalent materii pierwotnej, z której powstają rzeczy i osoby, „niektóre pobożne”. Można tu mówić o mistycznym panteizmie, w którym każda rzecz, choćby cierń czy złość kota, uczestniczy we wszechobecnym błękicie istnienia.
Sen jest w tym wierszu nie tylko stanem psychicznym, ale również strukturą rzeczywistości – to poprzez śnienie możliwe jest bycie, stwarzanie, a nawet poznanie:
„Śniący sen śni, bo jest śniony.”
To fraza paradoksalna, lecz głęboko filozoficzna – odsyła do autorefleksyjnej natury świadomości, ale też do buddyjskich i gnostyckich koncepcji świata jako złudzenia, snu, projekcji umysłu wyższego bytu. Podmiot mówiący nie rości sobie prawa do poznania prawdy, przeciwnie, podkreśla jej nieuchwytność:
„Czy tak jest dokładnie?
Któż może wiedzieć?”
To pytanie powraca jak echo, wzmacniając agnostyczny wydźwięk utworu – poznanie pełni bytu jest niemożliwe, nawet jeśli „błękit myśli nasze myśli”.
Bardzo ciekawym fragmentem jest refleksja nad pustką:
„Nieruchoma jest tylko pustka,
ale w niej właśnie tkwi użyteczność wszechświata.”
To zdanie brzmi niemal jak cytat z taoizmu lub filozofii zen – pustka jako nicość zawiera w sobie pełnię, a brak staje się warunkiem istnienia. Tym samym Budziakowski wprowadza do swojej poezji paradoksalną logikę metafizyczną, w której życie i śmierć, ruch i bezruch, realność i sen są komplementarne i współzależne.
Ostatnie wersy „Kołysanki”, zwłaszcza:
„Póki więc można, trzeba błękitnieć, stawać się widocznym,
wtulać się, aż nastąpi wbłękitwstąpienie.”
to swoista mistyczna zachęta do zanurzenia się w błękicie – być może w Bogu, bycie, transcendencji. Kołysankę można więc odbierać jako gnostyczną instrukcję wyzwolenia. Wbłękitwstąpienie jest neologizmem o konotacjach zarówno teologicznych (jak Wniebowstąpienie), jak i intymnych – jako akt przyjęcia jedności ze wszystkim. Wiersz kończy się apostrofą:
„Tak to więc wygląda, moje dziecko.”
– która może być zarówno literalnym zwrotem do dziecka, jak i metaforycznym zwrotem do „śnionego”, czyli podmiotu jako stworzenia.
„Kołysanka” Krzysztofa Budziakowskiego to poetycki traktat kosmologiczno-metafizyczny, w którym błękit staje się figurą transcendencji, pustka – warunkiem stwarzania, a sen – formą bycia. To tekst, który zawiesza czytelnika pomiędzy światem a snem, pomiędzy poznaniem a milczeniem.
W kontekście całego tomu A jeśli ja już nie żyję? wiersz ten może być odczytywany jako jego ontologiczna oś – delikatna, melodyjna, ale jednocześnie pełna ciężaru metafizycznego.
Krzysztof Budziakowski oferuje czytelnikowi doświadczenie poezji jako formy filozoficznego namysłu, gdzie każde słowo prowadzi ku niewypowiedzianemu. To lektura wymagająca, ale też niezwykle potrzebna – zwłaszcza dziś, gdy pytanie o sens istnienia wraca z nową siłą i nie daje się uciszyć żadną banalną odpowiedzią.
Cytat z Oscara Vladislausa de Lubicz Milosza wybrany jako motto tomu Budziakowskiego jest czymś więcej niż tylko wprowadzeniem – to filozoficzny klucz, którym można (i warto) otworzyć całą książkę. Zawarte w nim napięcie między nazwaniem a istotą, duchem a substancją, doskonale oddaje dylemat poezji – tej poezji – która pragnie dotknąć czegoś nieskończenie głębokiego, wiedząc, że nie może tego uchwycić słowem. Wiersze Budziakowskiego mówią o świecie, który jest tylko śladem czegoś większego.
Krzysztof Budziakowski „A jeśli ja już nie żyję?”
Wydawnictwo „Austeria” 2025 r.
Recenzja została opublikowana w dwutygodniku literacko-artystycznym pisarze.pl
