O tym krakowskim literacie już kiedyś pisałem, ale na wszelki wypadek pozwolę sobie lapidarnie przypomnieć jego postać. Krzysztof Budziakowski to absolwent studiów filozoficznych na UJ-cie (1986). Zasłużony działacz opozycji komunistycznej w PRL-u. Swoje wiersze i szkice filozoficzne publikował w różnych czasopismach, od „Arcanów” poprzez „Rzeczpospolitą” do „Toposu”. Ma w dorobku książkę poetycką Choć nasze łodzie przeciekają (2020) i zbiór ciekawych esejów My, polani i inne szkice (2021). W 2023 r. zredagował obszerny zbiór wypowiedzi autorskich pt. Po co nam Polska? i inne pytania. Właściciel firmy KB Projekt.
Jego najnowsza książka poetycka nosi intrygujący, może lekko prowokacyjny tytuł A jeśli ja już nie żyję? (2025). Czy ten „pytajnik” jest dalekim odpryskiem tytułu zbioru (pośmiertnego!) R. Wojaczka Którego nie było (1972), tego nie wiemy i nie będziemy wiedzieć. Taki nagłówek pytajny, w ustach przecież nadal żyjącego pisarza, to na pewno absorbująca kwestia. Więc kto może, jako podmiot liryczny, zadawać sobie TAKIE pytanie? Albo ten, kto przeszedł śmierć kliniczną i teraz odpoczywa na łóżku szpitalnym, albo ten, kto przechodzi jakiś poważny kryzys świadomości, nie mogąc bez obiekcji odnaleźć się w realu. Wreszcie – ten, kto stracił pewność swej autentycznej egzystencji, tzn. życia w symbiozie z własnym „daimonionem”, wartościami i prawdą o sobie, czyli w kontrze do bezrefleksyjnego naśladowania tłumu czy potulnego spełniania narzuconych ról społecznych. Taki ktoś może uznać, że skoro przestał „być sobą” (Kierkegaard, Heidegger), to jakby umarł, ergo jakoby już nie żyje. Wszak bycie autentyczną egzystencją to proces dynamiczny, to ciągłe stawanie się, a nie stagnacja: spokojne trwanie w formie constans. Na tę ostatnią sytuację wskazuje wiersz tytułowy (A jeśli ja już nie żyję?) – z nachalnymi łukami nawiasu. Poeta stawia szereg retorycznych pytań, dotyczących właśnie postawy życiowej: „Co jeszcze mógłbym zrobić?/ Gdzie iść dalej? (…) Nadawać użyteczność pustce? (…) Narcyzować się?/ Odganiać na chwilę ciemności,/ które i tak powrócą?/ Co więc teraz/ jest moją osobliwą powinnością?”
W ogóle pada w tym zbiorku multum ważkich, egzystencjalnych, filozoficznych pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi. Autor, jako filozof, nie udziela tychże, nie stawia czytelnika na baczność, ale stawia dociekliwe pytania, które wycelowane są w inne „myślące trzciny” (Pascal). Np.: „Bo może jesteśmy ostrymi kwiatami?/ Bo może oddychamy ciemnością, a jest w nas niebieskie?(…) Co więc naprawdę jest ratunkiem/ a co naszą zagładą?”… Znamiennym rysem światopoglądu K.B. jest nie tyle kontrast ciemności i światła, co raczej opozycja ciemnego i niebieskiego („niebieska cisza”, „błękitnienie myśli”, „Zobaczyć, że błękit jest światem,/ jest tym samym, co zobaczyć, że świat jest błękitem”). Niewątpliwie jest to pochodna „błękitu w głowie” – nośnej metafory rozsławionej ongiś przez Tadeusza Woźniaka (vide przebój Zegarmistrz światła). O ile satyrycy, z radiowej audycji 60 minut na godzinę, ostro naśmiewali się z konceptu Bogdana Chorążuka, o tyle krakowianin, totalnie ignorując ich krytykę, uczynił ów symboliczny BŁĘKIT główną kategorią swych dociekań istotnych. Zatem stwierdza: „Świat wokół jest błękitnymi kroplami snu” (poemat Kołysanka).
Oto mamy wyraźną aluzję do wiekowej supozycji: Życie jest snem (Calderon). A od tego już tylko krok do idealizmu subiektywnego, co mogą sugerować rzucane, jakby mimochodem (tu i tam) uwagi: „Zobaczyć czy sens nadaje nadawanie sensu/ istnienia innym?, albo: „Wszystko jest śnione”. Jeśli – właśnie śnione, to pod względem ontologicznym – nierealne, nierzeczywiste, nieprawdziwe, bliskie iluzorycznemu «byciu» w systemie bpa Berkeleya. Jednak chrześcijański egzystencjalista niebawem dodaje: „Czy tak jest dokładnie?/ Któż może wiedzieć?” Ja też nie wiem, czy moje odczytanie tych wielosensów jest właściwe, bo może się mylę? Kto to wie?… Wiersze Budziakowskiego niewątpliwie budzą w nas przeróżne odczucia, wrażenia, asocjacje czy premedytacje. Niektóre z jego pytań i przemyśleń mają wydźwięk metafizyczny, a nawet wręcz religijny (por. np. Ufność, Trzy przykazania, Naturę Sprawcy, Epilog, Wyprawę). Przeciwstawiona „cienistości”, „ciemnościom”, „czarnym łanom” czy też „stęchłemu smutkowi świata”, wspomniana błękitność (błękit, „niebieski labirynt” etc.) jest tutaj symbolem duchowego wzrastania, swoistej aproksymacji do sacrum. Wszak: „Mało śmiechu tu jest, mało,/ ale nigdy dość podpierania nieba”. Lub mocniejsza sugestia moralisty: „Póki więc można, trzeba błękitnieć, stawać się widocznym,/ wtulać się, aż nastąpi wbłękitwstąpienie.
I tak poeta, na swój sposób, ujawnia siebie, czyli daje wymowne świadectwo. Krakowski myśliciel doskonale wie, że dobra poezja winna być plastyczna, konkretna, niemal sensualna, dlatego często posługuje się sugestywnym obrazem, stosuje synestezję, nie stroni od prostych przenośni (np. „objęcia powietrza”, „zużyte kobiety”, „skrzydła gałęzi”, „samotność kamieni, „kosa pioruna”), ale też umiejętnie piętrzy metafory: „taniec przypadków/ czy nagły deszcz bijący na odlew”, „Wielki Ogrodnik/ plewi świat myślami z ostrego żelaza, „Kołysz mnie, Duchu, w pajęczynie/ wdzięczności, którą tkam jeszcze.
Chyba najbardziej „pachnącym” utworem jest Spacer, dedykowany żonie Bożenie, w innych również nie brakuje wonnych akcentów. Od czasu do czasu pobrzmiewa akompaniament Keiko Matsui, Scotta Hamiltona czy Vivaldiego. Słychać też dyskretne echa liryki Zbigniewa Herberta, choć Budziakowski otwarcie honoruje tylko Józefa Barana. Wydaje mi się, że ta poetycka twórczość czułaby się znakomicie w towarzystwie dokonań Ewy Klajman-Gomolińskiej i o. Eligiusza Dymowskiego. Gdzieś pośrodku.
Krzysztof Budziakowski A jeśli ja już nie żyję?, Wydawnictwo Austeria, Kraków 2025, ss. 80.
Recenzja ukazała się w miesięczniku literackim „Akant” w lutym 2026 r.
